Polignano a Mare, miasto na skale – Apulia w 10 dni (cz.3)

(1)

POLIGNANO A MARE

A kiedy już przyjdzie ta chwila kiedy zatęsknicie za szumem fal i zapachem morza, zapraszamy do niezwykłego nadmorskiego miasta Polignano a Mare…. Nie jest to typowy kurort wypoczynkowy ani duże miasto… To po prostu Polignano… 🙂

Pierwsze spotkanie z nim wywołuje mieszane uczucia. Człowiek do końca nie wie czego się spodziewać? I gdzie jest ta plaża, którą przedstawia ogromny baner tuż przy wejściu do starego miasta? Ludzi w okolicy też całkiem sporo jak na tą porę roku i region w którym jesteśmy. Wchodzimy! Przekonamy się na własnej skórze 🙂

Polignano a Mare przy bramie
Polignano u bramy

Tuż za bramą zaczepia  nas ciemnoskóry emigrant, który zawołaniem „Hey bella sista” usiłuje zwrócić na siebie naszą uwagę – w końcu co mu szkodzi zarobić kilka dodatkowych euro do tych jakże hojnie wypłacanych przez państwo włoskie? (Ale to już materiał na osobny wpis…)

Idziemy dalej! Kilkanaście metrów od bramy czeka na nas urokliwy ryneczek ze średniowieczną zabudową, pełną knajpek i parasoli. Mieszkańcy i turyści odpoczywają w ich cieniu delektując się smakiem świeżo parzonej kawy. Czujemy się zachęceni ale głodni wrażeń idziemy dalej, w końcu trzeba znaleźć tą osławioną plażę 😉

Polignano a Mare i jego ryneczek
Polignano a Mare i jego ryneczek

Oddalając się od ryneczku, pozwalamy się powieść zmysłom, nie zastanawiamy się nad kierunkiem, idziemy tam gdzie coś interesującego przyciągnie nasz wzrok. A można się zagubić….

Trudno określić czy to kwestia instynktu czy tęsknoty za morzem, być może jedno i drugie lecz kroki nasze kierujemy w stronę portu – a przynajmniej tak nam się wydawało. Trafiliśmy do pierwszego balkonu widokowego i co tu dużo mówić? Dech zapiera 🙂 Był to pierwszy z wielu punktów widokowych, a takich tutaj nie brakuje. Idąc główną uliczką co kilka/kilkanaście metrów można wychylić głowę i sprawdzić swoje położenie 😉 Dziwne stwierdzenie, ale zrozumiecie o co mi chodzi. Polignano i wybrzeże tworzy swego rodzaju podkowę, dodatkowo lokalizacja miasta na skale, którą oblewają morskie fale sprawia, że będąc w jednym punkcie zastanawiasz się jak wyglądać ono będzie z punktu na który właśnie patrzysz? Co tam plaża! Będąc tutaj koniecznie wybierzcie się na tego rodzaju spacer – wrażenia gwarantowane!

Niesamowite jest to, że co kawałek natknąć się można na rybaków, którzy odpoczywając na „tarasach” łowią ryby, które później przechowują w reklamówkach z wodą zawieszonymi na kierownicy swego roweru 🙂

rybak łowiący z murów miasta
rybak łowiący z murów miasta
rybak łowiący z murów miasta
rybak łowiący z murów miasta

W końcu przyszedł czas na poszukiwanie plaży… Dedukując z linii brzegowej, mniej więcej określiliśmy miejsce gdzie mogłaby się ona znajdować… Ale jak tam trafić w tym labiryncie uliczek skoro wszystkie prowadzą do rynku? Do końca nie wiem, czy można tam dojść w inny sposób niż ten przez nas wybrany ale dla samej ciekawości sprawdźcie sami 🙂 Zagadnięci przez nas chłopcy nie potrafili obrazowo wytłumaczyć jak do niej trafić (nie w języku angielskim 🙂 ). Okazało się, że wystarczy minąć wejście przy głównej bramie i zamiast wchodzić do miasta, iść w lewo w stronę wiaduktu, aż oczom naszym ukaże się ONA – w całek okazałości. Żeby się dostać do plaży, trzeba przejść na drugi koniec ulicy i zejść wyboistą ścieżką w dół. Schodki z widokiem na arkadowy wiadukt łączący nową część miasta ze starą jest idealnym miejscem na urządzenie sobie pleneru fotograficznego.

Mamy pierwsze dni kwietnia, a na plaży już sporo półnagich plażowiczów. Będąc w tym temacie przytoczę pewien fenomen TEJ wysokości geograficznej. Mowa o kwestii ubioru… Rozumiem, że jesteśmy ludźmi północy i mamy nieco inną tolerancję zimna, ale szale z futrzaków, czapki, ba! nawet rękawiczki przy temperaturze 25 st C, to lekka przesada 🙂 Powiem więcej, niech sobie noszą mimo wszystko człowiek czuje się dziwnie doznając na sobie wzrok mijanych osób… (a to tylko szorty i koszulka). Temat ubioru, to sprawa umowna, a noszenie kozaków i szali wynika z tego co wypada i jak wypada o tej porze roku. Nic innego nie przychodzi mi do głowy, ale coś musi być na rzeczy skoro kosztem przegrzania się, po kilku dniach „notorycznej wzrokowej nagonki” założyliśmy długie spodnie 😉

Tyle na dzisiaj, już dziś zapraszamy Was na kolejną część cyklu o Apulii, w której opiszemy jakie to uczucie stać na styku dwóch Mórz? Oczywiście będzie mnóstwo zdjęć.  Tymczasem czekamy na Wasze wrażenia z Polignano. Podoba Wam się? Bo nam BARDZO! 🙂

Miałeś wypadek? Pomożemy uzyskać należne Ci odszkodowanie

Zostaw swój komentarz 🙂